Podsumowanie sprzątania jeziora Lubikowskiego

przez • 23 czerwca, 2015 • Ekologia, Najnowsze wpisy, SpearfishingKomentarze (0)1834

Szybkie przygotowanie, pakowanie sprzętu i wraz z „Medykiem” wyruszyliśmy w drogę aby wziąć udział w pierwszym sprzątaniu jeziora Lubikowskiego. Na miejsce dojechaliśmy dość późno, bo dopiero około północy. Na szczęście główny organizator całego zamieszania – Paweł Węglarz, czekał na nasz przyjazd. Porzuciliśmy rzeczy w miejscu zakwaterowania i udaliśmy się na plażę, gdzie przy ognisku, część łowców snuła jeszcze swoje opowieści przy tradycyjnej kiełbasce i piwku.

W dobrym towarzystwie czas mija naprawdę szybko, i zanim się spostrzegliśmy było już grubo po 3:00 nad ranem. Dobra godzina by w końcu udać się na spoczynek. Rano przywitała nas niesprzyjająca aura. Już dzień wcześniej wspólnie z Mikołajem postanowiliśmy, że jeszcze przed akcją sprzątania wejdziemy do wody z kuszami. Było bardzo wcześnie, kiedy całkowicie niewyspani skierowaliśmy się w stronę jeziora. Ryby były. Wszystkie jednak niezwykle czujne i poza zasięgiem strzału. Nie trudno się zatem domyśleć, że wynik naszej porannej eskapady był mizerny.

Na jeziorze podpłynęło do mnie dwóch strażników i zaoferowało podwiezienie do „Folwarku Amalia”, ośrodka gdzie byliśmy zakwaterowani i skąd rozpoczynała się akcja sprzątania. Dzięki temu zaoszczędziłem sporo siły i w ekspresowym tempie zameldowałem się na naszej plaży. Szybko wskoczyłem w ubranie ratownika i z apteczką na plecach zaokrętowałem się na znajomej już łódce strażników.

Rozpoczęło się sprzątanie. To nie pierwsza tego typu akcja, więc wszyscy wiedzieli dokładnie co należy robić. Każdy ze swoją boją oraz podczepionymi pod nią workami na śmieci, wypłynął na jezioro. Akcja trwała cztery godziny. W tym czasie dwukrotnie dopadła nas burza. Jedno oberwanie chmury dostarczyło dodatkowych emocji w postaci padającego gradu. To nic miłego siedzieć w taką pogodę na łodzi. W takich chwilach człowiek naprawdę żałuje, że nie jest w domu pod kołderką albo nie pływa razem z innymi w wodzie, gdzie nie odczuwa się aż tak bardzo pogodowych anomali.

Warto wspomnieć, że oprócz łowców pomoc i wsparcie otrzymaliśmy od płetwonurków z OSP Głogów, którzy pomimo niesprzyjającej aury zdecydowali się wesprzeć akcję naszego Stowarzyszenia. Niestety, podobnie jak w innych sprzątanych przez nas miejscach, na Lubikowskim śmieci także dopisały. Trudno mi zrozumieć, co powoduje ludźmi, którzy wyrzucają do jeziora fotele samochodowe czy krzesła ogrodowe. Ostatecznie udało się zapełnić śmieciami dwie łodzie.

Po sprzątaniu szybkie podsumowanie i wręczenie podziękowań. Obowiązkowy gorący prysznic, grill, kiełbaska i opowieści. Tym razem jednak nie udało mi się pozostać do końca części nieoficjalnej i poszedłem spać dużo wcześniej niż dnia poprzedniego. O 7:00 rano, dnia następnego wraz z Mikołajem byliśmy już na nogach, by pół godziny później w pełnym rynsztunku łowieckim zameldować się w wodzie. Po godzinie pływania udało mi się upolować karasia. Mikołajowi też nie poszło lepiej. Strzelił tylko jednego lina. Honor łowcy został jednak uratowany.

Sprzątanie zorganizowane przez Stowarzyszenie Spearfishing Poland, w ramach współpracy z PZW Gorzów mamy już za sobą. Dziękuję wszystkim, którzy stawili się na Lubikowskim i wsparli tą niezwykle ważną inicjatywę. Gratulacje i specjalne podziękowania należą się naszemu koledze – Pawłowi Węglarzowi, który doprowadził do tego spotkania i wzorowo zorganizował całą imprezę.
Mam nadzieję, że za rok również spotkamy się w tym samym miejscu, by kontynuować współpracę na rzecz czystości tego pięknego zbiornika.

Fot. Arkadiusz Moskwa

 

Dodaj komentarz