Extremall, czyli ekstremalnie przyjemne nurkowanie w zimie

przez • Luty 26, 2016 • Freediving, Najnowsze wpisy, PolecaneKomentarze (0)1076

Każdy kto pierwszy raz o tym słyszy łapie się za głowę. Ale jak to, pod lodem, zimą i do tego na bezdechu? Myślą, że zwariowałam, ale to zupełnie nie jest tak.

Już siódma edycja Extremalla miała miejsce 20 lutego na jeziorze Hańcza. Dla mnie było to drugie spotkanie z zimowym nurkowaniem. Tym razem lodu nie było, ale ani uczestnikom, ani organizatorom to nie przeszkadzało. Znaleźliśmy rozwiązanie jak bezpiecznie zanurzać się w zimnej wodzie i brak lodu absolutnie nie był wystarczającym powodem, aby odwoływać zawody.

Śnieg leżał dookoła. Woda miała 3 stopnie Celsjusza, podobnie jak temperatura powietrza. Wiatr dmucha słabo. Wszyscy skupieni blisko siebie na platformie wzajemnie ogrzewaliśmy się przed i po nurkowaniu.
Było nas dziewięcioro śmiałków, w tym ja, jako jedyna kobieta. Choć do końca miałam nadzieję, że jednak któraś z freediverek się skusi by spróbować swoich sił w nurkowaniu, to będącym na miejscu paniom bardziej odpowiadało zaciskanie kciuków, aparatów i stoperów (co by było gdyby nie one!).

Dwa lata temu poważnie się zastanawiałam czy spróbować swoich sił w Extremallu, byłam przekonana, że nurkowanie w zimnej wodzie to nie może być nic przyjemnego! Ostatecznie zdecydowałam się sprawdzić to na własnej skórze. Znając możliwości pianki do freedivingu szytej na miarę, wierzyłam, że przebywając tak krótko nawet w lodowatej wodzie nie zmarznę. Tak też było. Doświadczyłam wówczas zupełnie przeciwnych emocji. W 2012 roku w Olsztynie nurkowaliśmy dwukrotnie, bowiem dzień przed zawodami była wieczorna próba treningowa przy świetle reflektorów. Było magicznie, a wynurzenie z czarnej głębi w blask świateł było jak przejście w inny wymiar. Następnego dnia, pomimo zupełnie innej aury, podobnie jak wieczorem nurkowanie dało mi niezwykle wiele radości.

12764596_1706877359595362_2748303902238268869_o

A jak było w tym roku? Nie inaczej.

Kolejność startów zawodników była losowa i mi przypadł numer 5. Wyruszyłam razem z Marcinem Baranowskim i Robertem Cetlerem na miejsce startu. Wszyscy wykorzystaliśmy chwilę rejsu na relaks, skupienie i oddechy. Ciepło ubrana nie odczuwałam zimowego chłodu. Na miejscu trwała już zaciekła rywalizacja i na platformie atmosfera wcale nie była chłodna. Minimalne różnice czasów pomiędzy zawodnikami wzbudzały ducha rywalizacji, choć tak naprawdę, będąc już pod wodą nie powinno się myśleć o mijających sekundach. Dlatego też większość zawodników nie miała pojęcia ile czasu spędziła pod wodą.

Gdy nadeszła moja kolej, usiadłam na skraju platformy, założyłam moje „magiczne” płetwy i już po zanurzeniu jednej stopy poczułam gwałtowne orzeźwienie. Nie mogłam się doczekać aż będę na dole, a tam już nic mi nie będzie przeszkadzało. Ostatnie sekundy do startu odliczały ostatnie oddechy, aż wreszcie byłam już u siebie, w swoim żywiole.

Chwilę przed startem spojrzałam na mój komputer, był ustawiony w trybie nurkowym. Z uwagi na mróz komputer pokazywał niski poziom baterii. Nie chciałam ryzykować, więc przestawiłam go na tryb stopera. Gdy tylko się zanurzyłam, włączyłam odliczanie. Chciałam wiedzieć kiedy zbliżę się do 3 minut, bo byłam pewna, że jest to w moim zasięgu. Zgodnie z zasadami Extremalla zawodnik musi wrócić na powierzchnię przed upływem 3 minut od chwili zanurzenia. Ma to na celu zapewnienie maksymalnego bezpieczeństwa uczestnikom. Powyżej 3 minuty freediver musi być widoczny przez sędziów tak, aby w razie problemów mogli oni niezwłocznie zareagować.

Nie zabrałam za dużo balastu ze sobą, więc dość szybko zeszłam na dół by tam, na 15 m przy lekko ujemnej pływalności móc się zrelaksować. Sięgnęłam po taga i zajęło mi chwilę, by w 8-milimetrowych rękawicach wsunąć go pod mankiet. Wreszcie … tak to tu, jestem tu i teraz. Na niewielkiej głębokości, ale odpowiednio głęboko by poczuć jak mocno zwalnia moje serce. Nie do końca sama, bo czułam jak ktoś mnie obserwuje, ale to nie było ważne. Nikt i nic nie było w stanie zabrać mi tej chwili. Spojrzałam w górę. Widziałam platformę, ale niestety słońce było zbyt słabe by dojrzeć jego blask. Rozejrzałam się dookoła wypatrując żółtego obiektu (ryb raczej się nie spodziewałam). Obiektem tym był robot podwodny, który testowali panowie inżynierowie pod wodzą Michała Biskupa. Wiedziałam, że widzą i rejestrują mój każdy ruch. Dodawało mi to otuchy i zapewniało poczucie bezpieczeństwa. Wiedziałam, że choć byłam tam na dole sama, to w razie jakichkolwiek problemów otrzymałabym niezwłocznie wsparcie z powierzchni.

Jednak wcale nie chciało mi się wracać na powierzchnię. Rozglądałam się dookoła, spoglądając od czasu do czasu na zegarek. Całkowicie nie czułam upływającego czasu. Nie czułam zimna, tylko błogi relaks całego ciała, a mój umysł był niezwykle spokojny. Było mi dobrze, przyjemnie, odpoczywałam. Spojrzałam znowu na komputer nurkowy i dostrzegłam jego wskazanie – 2’49”. Prawie wystrzeliłam na powierzchnię, by mieć pewność, że sędziowie zobaczą mnie na czas, lecz nie zamierzałam jeszcze kończyć swojego nurkowania. Wypływając moja twarz (czyt. drogi oddechowe) była zanurzona w wodzie, więc mogłam kontynuować próbę. Nie było tam już jednak tak sympatycznie. Dalej nie odczuwałam zimna, ale od razu pojawiły się skurcze przepony. Choć moje ciało było zrelaksowane, to skurcze były niezwykle silne.

Radek Gaca

Nie było moim celem wygrywanie zawodów. Miał to być przyjemny nurek i był do samego momentu kiedy postanowiłam go zakończyć. Po kilku oddechach i procedurze powierzchniowej, ogarnęła mnie euforia i pierwsze słowa które wypowiedziałam brzmiały: „czy mogę jeszcze raz?”, a zaraz potem: „naprawdę muszę czekać 2 lata, aby móc to powtórzyć?”. Uśmiech nie schodził mi z twarzy jeszcze przez wiele minut. Poczułam, że zostałam wypełniona nową energią. To jest to uczucie, na które czekałam tak długo.

Wynik 3’27” i druga lokata były dla mnie miłym zaskoczeniem, choć walka o miejsce na podium nie było celem pokonywania 600km drogi z Poznania nad Hańczę. Cieszę się ze spotkania z kolegami i możliwości wspólnego dzielenia się pasją swobodnego nurkowania.

Dziękuję Stowarzyszeniu Freediving Poland, wszystkim współorganizatorom i sponsorom za doprowadzenie tego wydarzenia do realizacji. Jest to niezwykłe przeżycie i każdy kto się waha, powinien spróbować. To nie są zawody, a spotkanie z pasjonatami freedivingu i wspólne doświadczanie niezwykłych emocji na wstrzymanym oddechu pod wodą zimowa porą. Niekoniecznie pod lodem. Do zobaczenia na następnej edycji Extremalla. Gdziekolwiek i bez względu na pogodę.

Więcej zdjęć autorstwa Patrycji Radiowskiej-Polak znajdziecie tutaj.

Fot. Patrycja Radiowska-Polak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *