Umberto Pelizzari w Polsce

przez • Październik 21, 2016 • Freediving, Ludzie, Najnowsze wpisy, Polecane, Spearfishing, UncategorizedKomentarze (0)938

Tego nie można przegapić! Będzie to nie tylko historyczne wydarzenie w dziejach polskiego freedivingu, ale i dla wielu niezwykłe doświadczenie. Świadczy o tym z pewnością fakt, że wejściówki rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Wiadomość o tym, że legenda freedivingu, 16-krotnym rekordzistą świata, założyciel szkoły freedivingu Apnea Academy – Umberto Pelizzari odwiedzi nasz kraj, zelektryzowała niemal wszystkich, którzy związani są z nurkowaniem na wstrzymanym oddechu.

Dzięki staraniom Agnieszki Kalskiej i szkole FREEBODY, będziemy mieli zaszczyt gościć Umberto już 11 listopada w Poznaniu. To niepowtarzalna okazja by posłuchać mistrza, który z pewnościa chętnie podzieli się własnymi doświadczeniami. Okazja by dowiedzieć się jak zaczęła się jego przygoda z freedivingiem i jak docierał do głębin, których jeszcze nikt wcześniej na jednym oddechu nie odwiedził.

Umberto Pelizzari

Udział w spotkaniu jest całkowicie bezpłatny, należy jednak dokonać wcześniejszej rejestracji, by zarezerwować miejsce na liście uczestników (liczba osób jest ograniczona).
By dokonać rejestracji należy wypełnić formularz rejestracyjny, który znajdziecie tutaj.

Wystąpienie będzie w języku angielskim, a po nim, przeprowadzona zostanie licytacja zdjęcia z jednego z rekordowych nurkowań Umberto, na którym złoży własnoręczny podpis. Pozyskana kwota zostanie wykorzystana na rozwój dyscypliny freedivingu w Polsce. Dodatkowo będzie możliwość nabycia „Podręcznika Freedivingu”, 480-stronicowej księgi, autorstwa Umberto Pelizzarigo i Stefano Tovaglieriego wraz z autografem! (drugie wydanie z 2015 roku, wersja angielska)

W imieniu organizatorki wydarzenia, zapraszamy gorąco do Poznania. Zachęcamy do udziału w nim wszystkich, zarówno zaawansowanych freediverów, jak i osoby, które chciałyby dopiero dowiedzieć się czym jest nurkowanie na wstrzymanym oddechu.

Jakiś czas temu Agata Bogusz specjalnie dla naszego magazynu przeprowadziła wywiad z Umberto, który warto przeczytać niezależnie od tego czy znacie legendarną we freedivingu postać wielokrotnego rekordzisty świata, czy słyszycie jego nazwisko po raz pierwszy.

Agata BoguszAgata Bogusz. W 2008 r. zaczęła swoją przygodę z freedivingiem, zaś od 2010 r. jest instruktorem AIDA (jedynym w Polsce) i Apnea Academy, jak również sędzią AIDA. Na swoim koncie zawodniczym posiada kilka rekordów Polski, w tym ciągle aktualne 2 rekordy głębokościowe: CWT oraz CNF. Interesuje się neuropsychologią i wpływem freedivingu na funkcjonowanie ludzkiego mózgu i układu nerwowego oraz zdrowie psychiczne. Jest mocno zaangażowana w poszerzanie swojej wiedzy i praktyki na temat technik relaksacyjnych, oddechowych oraz mindfulness. Jest pomysłodawczynią i organizatorką Zlotu Freediverek, przez który przewinęło się już ponad 100 kobiet, stawiających swoje pierwsze kroki w nurkowaniu na zatrzymanym oddechu. Wśród nich znalazły się polskie topowe zawodniczki: Emilia Biała, Julia Kozerska czy Agnieszka Kalska. Razem z Agnieszką Kalską prowadzą szkołę freedivingu Bluego.

Zgodnie z tym, czego uczą niektóre organizacje freedivingu, nie możesz zanurkować poniżej 40 m, jeśli nie opanujesz techniki pakowania czy mouthfill’a. Nie zgadzam się z tym. Byłem w stanie zanurkować na 150 m nie wiedząc o ich istnieniu, po prostu relaksując się i będąc świadomym tego, co się dzieje z moim ciałem i wokół mnie… [Umberto Pelizzari]

Agata Bogusz: Byłeś wielokrotnie pytany o granice, do których dotrą ludzie w naszym sporcie. Wszystkie odpowiedzi, które podawałeś podczas tamtych wywiadów, dawno zostały już przekroczone… Jak dziś odpowiedziałbyś na pytanie, gdzie leży granica ludzkich możliwości?

Umberto Pelizzari: Bardzo trudno odpowiedzieć teraz na to pytanie, podając konkretne liczby. Jesteśmy ludźmi, musimy oddychać i fizjologicznie jesteśmy przystosowani do tego, aby żyć na lądzie – stąd głównie wynika trudność w odpowiedzi. Zakładałem kiedyś (w przypadku no-limits), że tą granicą będzie 200 m – i, jak widać, została ona przekroczona. W stałym balaście wydawało mi się, że trudno będzie zanurkować poniżej 120 m – a oni już robią 128… Według mnie na tak dalekie przesunięcie granic wpłynęło to, że zawodnicy zaczęli „specjalizować się” w poszczególnych konkurencjach freedivingu. Cały cykl treningowy podporządkowują danej dyscyplinie, dzięki czemu są w stanie poprawiać swoje wcześniejsze wyniki – oraz przekroczyć zakładane przeze mnie granice – dużo szybciej niż kiedyś.

A.B.: A co z konkurencją no-limits? Czy po wypadku Herberta ktoś jeszcze pokusi się o sprawdzenie, gdzie leży granica ludzkich możliwości?

U.P.: Szczerze mówiąc, nie mam zbyt dużego doświadczenia w tej dyscyplinie. Zrobiłem 150 m po dwóch treningach i to by było na tyle. Nie miałem żadnych problemów z tym nurkowaniem – ani od strony wyrównywania ciśnienia, ani żadnej innej. Wydaje mi się, że po 2-3 miesiącach treningów poświęconych tylko no-limits mógłbym osiągnąć 200 m. Ale ponieważ nigdy nie przepadałem za tą dyscypliną, to zajmowałem się tym, co lubię, czyli stałym i zmiennym balastem. Gdy próbujemy znaleźć odpowiedź na Twoje pytanie w medycynie i biologii – brzmi ona: „niestety nie wiemy, co się stanie i gdzie jest limit głębokości”. Lekarze i fizjologowie nie mają za bardzo pojęcia o tym, co dzieje się z ludzkim ciałem podczas nurkowania. Zatem poznanie i zrozumienie zarówno tych procesów, jak i możliwości ludzkich należy do nas, freediverów. Musimy tam zanurkować, aby się dowiedzieć. Na razie wiemy tyle, że dzieje się tam coś niedobrego. Przez określenie „coś niedobrego” mam tu na myśli narkozę. Ja jak dotąd nigdy jej nie doświadczyłem – ani podczas stałego balastu, ani no-limits. A obecnie oni wszyscy (freediverzy nurkujący głęboko przyp. AB) ją mają. Możliwe zatem, że to będzie stanowiło limit. Gdy rozmawiałem z Herbertem o jego wypadku, powiedział, że to narkoza, a nie blackout, leżała u podstaw jego wypadku. Bardzo trudno udzielić zatem odpowiedzi na pytanie o granice ludzkich możliwości. Będzie ona zależała od tego, jak trenujemy oraz co nowego spotkamy w głębinach. I odkrycie tego należy w pierwszej kolejności do freediverów, a nie nauki.

A.B.: A co z wiekiem, czy on wyznacza jakoś granicę? Patrząc na Ciebie wydaje się, że wiek nie gra roli we freedivingu.

U.P.: Wierzę w to, że nie gra! Inaczej powinienem już poruszać się na wózku inwalidzkim i spędzać czas grając w karty w pubie z innymi starszymi panami… (śmiech). A na poważnie, uważam, że wraz z wiekiem tracimy swoją siłę fizyczną, możemy natomiast stawać się silniejsi mentalnie. Rozumiem przez to lepszą kontrolę nad swoim ciałem, lepsze zarządzanie nim dzięki poznaniu, jak działa, czego potrzebuje i zrozumieniu jego reakcji. Zatem z wiekiem tracisz na jednym polu, ale zyskujesz na drugim. Dlatego właśnie, nawet jeżeli nie jesteś już osobą pierwszej młodości, to możesz być zawodnikiem freedivingu na światowym poziomie.

A.B.: W takim razie to nie wiek był przyczyną, dla której zakończyłeś swoją karierę zawodniczą w 2001 roku?

U.P.: Ej, miałem wtedy 36 lat, więc byłem całkiem młody! Po 12 sezonach zawodów, rekordów i treningów chciałem zająć się czymś innym. Początkowo miałem zakończyć karierę w 1999 roku, po równoczesnym zdobyciu 3 rekordów świata. Jednak ze względu na warunki pogodowe nie byłem w stanie wykonać trzeciego z zaplanowanych nurkowań i rok skończyłem wtedy z 2 rekordami: w stałym balaście i no-limits.W 2000 roku zajmowałem się produkcją filmu Ocean Man z Pippinem, więc nie bardzo miałem czas na treningi. Dopiero w 2001 roku mogłem wrócić do tematu. Podjąłem wtedy decyzję o zrobieniu tego trzeciego rekordu i zakończeniu kariery. Czułem, że gonienie za rekordami, to nie jest prawdziwe życie. Chciałem rozwinąć szkołę freedivingu, uczyć innych i siebie nowych rzeczy, podróżować, odkrywać morze i organizmy w nim żyjące, brać udział w tworzeniu filmów przyrodniczych.Tak, jak postanowiłem wcześniej, w 2001 roku ustanowiłem rekord w zmiennym balaście (131m przyp. AB) i zakończyłem karierę. Wiesz… za każdym razem, gdy ustanawiasz nowy rekord czujesz, że to nie jest Twoja granica i że możesz iść dalej. Równocześnie też zdajesz sobie sprawę, że taka pogoń za następnym i następnym rekordem nigdy się nie skończy! Chciałem się wtedy zatrzymać i po to właśnie wyznaczyłem sobie te 3 rekordy. To były moje ostateczne limity. I jestem zadowolony z tej decyzji, choć na początku było mi bardzo trudno, szczególnie w sytuacjach, gdy ktoś zabierał mój rekord, a ja bardzo chciałem go odzyskać.

A.B.: Już wiemy jak wyglądało zakończenie Twojej kariery. A jakie były jej początki?

U.P.: Od dziecka trenowałem pływanie. Wiesz jak to jest z małym dzieckiem, 3-4 godziny dziennie na basenie, tylko pływając, długość za długością – strasznie nudne. Więc dla zabawy zacząłem wstrzymywać oddech. Potem dołączyli do mnie koledzy i robiliśmy sobie mini zawody – kto dłużej lub dalej. Tak odkryłem freediving i trenowałem go przez 12 lat kariery pływackiej. Potem naturalnie przeszedłem z jednego sportu do drugiego i rozpocząłem karierę zawodnika nurkowania na wstrzymanym oddechu. Doświadczenie, które zdobyłem dzięki treningowi pływackiemu i zawodom było świetnym przygotowaniem do treningów freedivingu.

A.B.: A skąd wziął się pomysł na Apnea Academy?

U.P.: Zauważyłem, że brakuje materiałów dydaktycznych dla tej dyscypliny. 25 lat temu instruktorem freedivingu był instruktor scuba, który o nurkowaniu na wstrzymanym oddechu nie miał zbyt dużego pojęcia i oferował asekurowanie z powierzchni, podczas gdy Ty schodziłaś w głąb. Oni nie mieli pojęcia co robić, jak oddychać, poruszać się, relaksować… Zatem pojawił się pomysł, aby wykorzystać moje doświadczenie jako zawodnika oraz wiedzę zarówno moich freedivingujących i uprawiających spearfishing przyjaciół, jak i specjalistów z różnych dziedzin: lekarzy, psychologów, dietetyków, trenerów sportowych itd. I wspólnymi siłami stworzyć program, podręcznik oraz szkołę freedivingu.

A.B.: Co jest wyjątkowego w programie Apnea Academy?

U.P.: Nie znam szczegółowo innych programów. W Apnea Academy mocno skupiamy się na technikach oddechowych i relaksacyjnych. Nie da się nurkować na wstrzymanym oddechu, jeżeli nie jesteś całkowicie zrelaksowana. A najlepszym sposobem na wchodzenie na coraz wyższy poziom umiejętności relaksacji jest oddychanie – również w coraz bardziej zaawansowany sposób. To tylko jedna z wielu składowych naszego programu, ale uważam, że jedna z najważniejszych. Bardzo często na kurs trafiają do mnie osoby, które chcą poprawić swoje wyniki. Gdy po szkoleniu spytasz je, co było najlepszą częścią kursu, odpowiadają zgodnie: techniki oddechowe i relaksacyjne. A przecież nie po to do mnie przyszli! To są również obszary, które takie osoby chcą rozwijać po szkoleniu. I to jest ekstra – odkrywają coś, czego nie spodziewali się we freedivingu, widzą, jak bardzo jest to użyteczne i będą pogłębiać swoje umiejętności w tym zakresie.

A.B.: Jak myślisz, co tak mocno przywiązuje ludzi do freedivingu, gdy już spróbują?

U.P.: Przede wszystkim to, że za pomocą freedivingu wracają do swojego ciała. Stają się bardziej wrażliwi na to, co mówi ich ciało, na jego sygnały. Ponadto, gdy zaczynają kurs, myślą, że mogą wstrzymać oddech na jakieś 30 sekund. Po dwóch tygodniach potrafią zatrzymać go na co najmniej 2-3 minuty. I to jest dla nich ogromna niespodzianka! Jeszcze jedna kwestia dotyczy nurkowania z akwalungiem. Wielu nurków zaczyna interesować się także freedivingiem, ponieważ scubadiving jest za łatwy i niewiele ma wspólnego z aktywnością sportową. Gdy nurkujesz z butlą, nie ma specjalnie różnicy (w wysiłku przyp. AB) czy płyniesz na głębokość 10 czy 20 m. Gdy nurkujesz na zatrzymanym oddechu, każdy metr ma znaczenie i gdy poprawiasz swój wynik z 10 ma 20 m, jesteś dumny ze swojego osiągnięcia, ponieważ wiesz, ile wymagało ono pracy i wysiłku, zarówno tego fizycznego, jak i umysłowego. 20 lat temu, gdy zaczynaliśmy z Apnea Academy, wielu ludzi straszyło nas, że freediving to tylko chwilowa moda, i że przeminie. Nie mieli racji! Od tamtego czasu liczba freediverów coraz szybciej rośnie, zaś utworzona przez nich światowa społeczność jest już na tyle duża, że ma istotne znaczenie, ma swój głos w wielu sprawach. Dobrze, że robiliśmy wtedy swoje nie oglądając się na innych.

A.B.: Jakie jest największe zagrożenie związane z freedivingiem?

U.P.: Blackout. Gdy nabierasz przekonania, że wszystko wiesz i kontrolujesz, i że będziesz wiedziała, kiedy powiedzieć stop. I nurkujesz sama. To jest największy błąd, jaki możesz popełnić. Stąd biorą się śmiertelne wypadki we freedivingu i spearfishingu. Szczególnie jest to niebezpieczne w łowiectwie – wydaje ci się, że nie ciśniesz, że nie naginasz swoich limitów… a potem nagle widzisz rybę i idziesz! Przestajesz myśleć racjonalnie, zapominasz o swoich limitach, głębokości, czasie i ciśniesz nie zwracając uwagi na własne możliwości, bez zdawania sobie sprawy, że to robisz…

A.B.: To teraz jeszcze kilka słów o spearfishingu – czy traktujesz go jako część freedivingu czy osobny sport?

U.P.: Na początku był to dla mnie inny rodzaj treningu freedivingu. Gdy zaczynałem, znajomi mówili mi, że spearfishing to taki freediving, tylko z kuszą w dłoni. I tak wtedy traktowałem spearfishing – nurkowałem głęboko, zatrzymywałem się tam, czekałem na rybę i tyle. Teraz jest inaczej. Każdego roku spędzam 3 miesiące tylko na spearfishingu, codziennie po kilka-kilkanaście godzin…

A.B.: A gdzie znajduje się Twoje ulubione miejsce do łowiectwa?

U.P.: Kocham Morze Śródziemne, ponieważ spearfishing tam jest najtrudniejszy. Czasami nurkujesz przez kilka dni po 8-10 godzin dziennie i wracasz z pustymi rękami. Ale potem, jak w końcu coś złapiesz… duma Cię roznosi! Wiesz, jeżeli masz duszę prawdziwego łowcy, nie może kręcić cię spearfishing na Karaibach czy Malediwach. Tam nie ma żadnego wyzwania – schodzisz na 10 m i wokół ciebie są tysiące ryb, które nic sobie nie robią z twojej obecności, nie boją się i nie uciekają. Są 20 cm od twojej twarzy, więc po prostu strzelasz i masz. To jest zerowe wyzwanie. Lepiej wygrywać mecz 1:0 niż 10:0… jeżeli wiesz co mam na myśli.

A.B.: Tak, to samo mówili znajomi spearfishingowcy na Krecie. A najlepsze miejsce do freedivingu?

U.P.: To samo! Jestem Włochem, Morze Śródziemne to moje miejsce! Nawet, gdy zimą trenowałem w Egipcie, na Karaibach czy Malediwach, nie mogłem się doczekać powrotu nad moje morze. Nawet, jeżeli było zimne, a pogoda nie rozpieszczała. Ja je po prostu kocham i tyle. Jest dla mnie najlepsze, do wszystkiego rodzaju nurkowań.

A.B.: Wielu z nas marzy o nurkowaniu z delfinami. Ty takie doświadczenia masz za sobą. Co jest dla Ciebie ważne podczas kontaktu z tymi ssakami? Czego oczekujesz i po co to robisz?

U.P.: Spotkanie z delfinami jest marzeniem wielu ludzi. Ale wydaje mi się, że my, freediverzy czujemy z nimi głębszą więź, bo nosimy w sobie mayolowską koncepcję Homo Delphinus. Dla mnie celem przede wszystkim jest nurkowanie z dzikimi delfinami. Niestety nie jest to takie proste. No i one same też nie zawsze są przyjaźnie nastawione. Podczas tych nurkowań próbuję zdobyć ich zaufanie. Staram się zrozumieć, jak mam się zachowywać pod wodą, aby mnie zaakceptowały. Żeby pozwoliły mi zbliżyć się, dołączyć do ich grupy, pływać i bawić się z nimi…

A.B.: Czego możemy nauczyć się o sobie nurkując głęboko?

U.P.: Nie wydaje mi się, że musi to być głęboko, aby coś odkryć. Na pewno, gdy idziesz na duże głębokości, musisz być bardzo głęboko w sobie. Im głębiej nurkujesz, tym bardziej musisz zagłębić się w siebie, być bardziej zrelaksowany, bardziej świadomy swojego ciała i wszystkich sygnałów, które ono Ci wysyła. Musisz wyrównywać ciśnienie i dokładnie wiedzieć, co robisz. Zatem im głębiej nurkujesz, tym lepiej musisz mieć opanowane techniki relaksacyjne oraz umiejętność bycia w sobie. Musisz być w stanie panować nad połączeniem między środowiskiem zewnętrznym, swoim ciałem oraz umysłem. Ale to nie wymaga głębokości w sensie konkretnej cyfry. Gdy dopływasz do głębokości, na której napotykasz pewne trudności, kluczowe jest bycie świadomym swojego ciała, dzięki czemu możesz zrozumieć, co się dzieje i co powinieneś dalej zrobić.Ja od zawsze nurkuję w taki sposób. Jestem w sobie, będąc równocześnie świadomym i rozluźnionym. Prawdopodobnie dlatego nigdy nie miałem trudności z wyrównywaniem ciśnienia. Bez trudu osiągnąłem 150 m. Nie wiedziałem czym jest mouthfill, pakowanie… Po prostu byłem w sobie i robiłem „co trzeba”. Teraz, wg niektórych organizacji i szkół freedivingu, nie da się zanurkować poniżej 40 m bez pakowania czy mouthfill’a. Nie zgadzam się z tym! Byłem w stanie dotrzeć na 150 m bez tych technik, po prostu relaksując ciało i próbując zrozumieć jego sygnały.

A.B.: Umberto, to brzmi świetnie, ale… Takie trenowanie wiąże się z jakimś niewyobrażalnie długim czasem. A teraz wszyscy chcą być tam na dole, jak najniżej, jak najszybciej…

U.P.: Jest tak i rozumiem to. Nie chciałbym zabrzmieć teraz, jak stary mędrzec, ale… Gdy startowałem w zawodach, było dużo łatwiej – przede wszystkim miałem czas, sponsorów, sprzęt… To były idealne warunki do treningów i przygotowywania się do bicia rekordów. Jedyne myśli zaprzątające moją głowę dotyczyły mnie, treningu, rekordów itp. Współcześnie ludzie nie mają tyle szczęścia. Mają niewiele czasu, który mogą poświęcić na trening, zatem próbują go maksymalnie wykorzystać i osiągnąć jak najwięcej. I ja to doskonale rozumiem. Natomiast to nie jest mój sposób treningu. Prawdopodobnie mój jest dłuższy, ale uczucia, jakie rodzą się podczas takiego nurkowania są niesamowite, nie do opisania.Gdy nurkuję zamykam oczy, relaksuję się i delikatnie wyrównuję ciśnienie. Któregoś razu, gdy nurkowałem na windzie w tandemie, po nurkowaniu mój partner powiedział do mnie – nienawidzę cię, ponieważ byłeś w stanie przeżywać i czerpać radość z każdej sekundy naszego nurkowania, bez konieczności skupiania się na mouthfillu, płucach, uszach itd. I to chyba dobrze podsumowuje jak nurkuję i co to dla mnie znaczy. Cieszę się, że mogłem trenować podczas „złotej ery” freedivingu. Teraz jest zdecydowanie inaczej.

A.B.: Umberto, a znasz jakiś polskich freediverów?

U.P.: Znam polskich instruktorów Apnea Academy. Jeżeli zaś chodzi o zawodników, to nie za bardzo. Wiesz, jestem daleko od świata zawodów i zawodników. Słyszałem oczywiście o Mateuszu Malinie w kontekście rekordu świata, ale nigdy się nie spotkaliśmy.

A.B.: Dzięki za rozmowę Umberto!

U.P.: Dzięki Agata, uważaj na siebie i do zobaczenia!

fot. Umberto Pelizzari, Konstantin Novikov

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *