Umberto Pelizzari – nie tylko freediver. Relacja z pierwszej wizyty w Polsce

przez • Listopad 30, 2016 • Freediving, Ludzie, Najnowsze wpisy, Polecane, SpearfishingKomentarze (0)727

Od zawsze wiadomo, że freediving i spearfishing w jednej parze chodzą. Wśród freediverów z południa Europy, wychowanych na śródziemnomorskim lazurze, prawie każdy zasmakował podwodnych łowów. Mają to w swojej południowej krwi. I nawet teraz, kiedy prowadzą kursy, zasiadają w jury międzynarodowych zawodów, piszą podręczniki, z których potem korzystają setki adeptów freedivingu, wciąż drzemie w nich atawistyczny zew polowań. I to on ciągnie ich pod wodę, w której polował ich ojciec i ich dziadek.

Dla mnie, wielki Umberto Pelizzari, którego miałem okazję poznać osobiście, podczas jego pierwszej w Polsce wizycie, to właśnie taka postać. A wszystko to zasługa Agnieszki Kalskiej, organizatorki tego niezwykłego spotkania, instruktorki APNEA ACADEMY i właścicielki Szkoły Freedivingu i Pływania FREEBODY. Ale po kolei…

Umberto Pelizzari

Dzięki uprzejmości Agnieszki, Stowarzyszenie Spearfishing Poland dostało kilka wejściówek na spotkanie z Wielkim Umberto. Wielu deklarowało przyjazd, jednak ostatecznie we foyer Hotelu Sheraton w Poznaniu poranną kawę wypiliśmy we czterech, w składzie: Marek Cieśla, Prezes Stowarzyszenia SSP, Janek Stelmach, Krzysiek Maczkowiak i ja. Smakowała wybornie. Otoczeni sporą grupką znajomych i mniej znajomych freediverów, czekaliśmy na TEN moment. Każdy jednak miał inne oczekiwania co do samego spotkania. Jeden chciał usłyszeć więcej o rywalizacji z Pipinem, inny dowiedzieć się czegoś o technikach kompensacyjnych, jeszcze inny o szczegółach przygotowań do rekordowych nurkowań w konkurencji NO LIMITS. Z zakulisowych rozmów wynikało, że żaden z nas, łowców, nie był specjalnie zainteresowany tymi faktami, a jedyne, co nam kołatało się w głowie i sercach, to nadzieja, że w którymś momencie Pelizzari zacznie opowiadać o spearfishingu.

I tak też się stało. Po licznych, niezwykle żywych i energetycznych prezentacjach na temat udanej kariery zawodniczej, przeplatanych opowieściami o trudnej i pełnej wyzwań przyjaźni ze swoim mentorem, Jacquesem Mayolem, Umberto napomknął gdzieś między słowami o łowiectwie podwodnym. Jeden z kolegów podchwycił temat i zapytał poprawnym Aussie English, z jakich kusz korzysta w trakcie polowań, na co rozbawiony Mistrz odpowiedział, zachowując pełną poprawność polityczną: „Z kusz Omera”. Idealny product placement. My jednak dobrze wiemy, że w zaciszu swojego garażu kryje jakiegoś drewniaka zrobionego na zamówienie przez liguryjskiego rzemieślnika.

Umberto Pelizzari

Wątek łowiecki co jakiś czas odżywał. Pelizzari stwierdził, że łatwiej jest znaleźć znajomych do wypadu i konsumpcji ryby, niż złowić ją samą. Kolega z Oceanii zaprosił do przyjazdu do siebie, na polowania w Oceanie, jednak Umberto dał do zrozumienia, że to Morze Śródziemne jest jego miejscem na Ziemi, w którym najbardziej lubi spędzać czas. Wspomniał, że mimo tego, że ryb jest coraz mniej, to z roku na rok ma lepsze efekty. Może dlatego, że tak bardzo się nie stresuje tym, że musi tą rybę dostać? A może zwyczajnie z wiekiem staje się bardziej opanowanym i spokojnym łowcą? To może być wytłumaczenie, jedna na prawdziwą odsłonę tajemnicy przyszło nam poczekać jeszcze jakiś czas.

Po tym jak gromkimi oklaskami pożegnaliśmy naszego prelegenta, impreza przeniosła się do kuluarów, gdzie, jak wiadomo, dzieje się zawsze najwięcej. Umberto po raz kolejny pokazał swoją włoską naturę – otwarty, naturalnie uśmiechnięty, z każdym pozował do zdjęcia i chętnie odpowiadał na najbardziej szczegółowe pytania. I kiedy, tłumek koleżanek i kolegów freediverów nieco stopniał i Mistrz, niewyglądający szczerze mówiąc na „pana po pięćdziesiątce”, złapał chwilę oddechu, postanowiliśmy skorzystać z szansy i przyparliśmy go kolektywnie do muru. Zarzucony masą pytań o łowiectwo, zamiast zbyć nas kilkoma słowami, wyciągnął telefon i, jak prawdziwy spearfisher, pochwalił się nam swoimi trofeami. Mimo setek filmów obejrzanych w youtube, nasze oczy przypomniały pięciozłotówki.

36-kilowa seriola, z którą ostatkiem sił pozował do zdjęcia oceniliśmy pomrukiem uznania. OK. Widzieliśmy większe (nie w wodzie, oczywiście). Na oko 20-kg golden grouper z rozdziawionymi skrzelami. OK. Pewnie ciężko go było wyciągnąć z jaskini, którą zamieszkiwał. No, ale za chwilę pojawił się nalot dywanowy na Drezno i nasze ego w ciągu trzydziestu sekund zostało zmiecione w pył. Na zdjęciach zobaczyliśmy dentexy, które, jak wiadomo, są ekstremalnie trudnymi rybami do złowienia. Nazywamy je elektrycznymi, ponieważ reagują na najmniejszy nawet ruch ręką, czy kuszą. Każdy z nas „miał z nimi widzenie” kiedyś, gdzieś, w południowym morzu, ale zazwyczaj to był moment, a widziane sztuki nie przekraczały 1-2 kg. Te ze zdjęć Pelizzariego były G I G A N T Y C Z N E i za każdym razem było ich K I L K A na nizałce. Na pytanie o wagę największej z nich, odpowiedź brzmiała: „Nie jestem pewien, coś koło 12 kilo”. „A głęboko chodzisz, żeby dostać takiego dentexa?”- zagadnęliśmy. „50-60 metrów” – odpowiedział beztrosko, tak jakby chodziło o szybkiego nurka pod pomostem po zgubioną obrączkę. Tajemnica została odkryta. Więcej pytań już nie mieliśmy, ale też i więcej czasu nie miał nasz rozmówca, który spieszył się na zorganizowane przez Agnieszkę mniej formalne już spotkanie na poznańskim rynku.

Umberto Pelizzari

To było naprawdę inspirujące wydarzenie. Ciekawy człowiek, jednocześnie pełen charyzmy, a przy okazji zupełnie niewyniosły. Prawdziwy Mistrz. I tak sobie myślę, że gdyby kiedyś, któryś z nas, zamailował do niego, że będzie przejazdem w okolicach Genui i chciałby wspólnie zapolować, to stawiam 8 do 10, że Umberto by się zgodził. To ten typ człowieka. Sam, jak opowiadał, dostał wspaniałą szkołę życia i freedivingu od samego Mayola i teraz oddaje to, co dobre. Agnieszce udało się zaprosić Mistrza na spotkanie w Poznaniu, może zatem i nam uda się kiedyś zrobić głębokie aspetto w liguryjskich wodach z samym Umberto Pelizzarim? Marzenia są po to, żeby je mieć i przynajmniej część z nich spełniać.

Organizator spotkania – Szkoła Freedivingu i Pływania FREEBODY 
Podziękowania dla partnerów, którzy zaangażowali się w to wydarzenie:

Zdjęcia: Krzysztof Maczkowiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *