Nie dla łowiectwa podwodnego, czyli zabijania ryb dla czystej przyjemności!

przez • Sierpień 19, 2015 • Najnowsze wpisy, Polecane, Spearfishing3 komentarze2354

Dosłownie kilka dni temu, na portalu czasopisma dla karpiarzy – Świat Karpia, ukazał się artykuł uderzający w środowisko łowców podwodnych w Polsce. Nie od dzisiaj znana jest niechęć wędkarzy do łowiectwa podwodnego. Mimo wielu starań, zarówno ze strony osób prywatnych jak i jedynej w Polsce organizacji reprezentującej interesy łowców podwodnych – Stowarzyszenia Spearfishing Poland, wciąż pojawiają się głosy nawołujące do całkowitego zakazania polowania z kuszą w naszym kraju. Nie ulega wątpliwości, że jest wiele osób, które polowanie z kuszą uprawiają niezgodnie z prawem, przekraczając jednocześnie granice dobrego smaku czy moralności. Podobne „czarne owce” znajdziemy w każdym środowisku.

Część z opublikowanych na portalu zdjęć pochodzi zza naszej wschodniej granicy, gdzie łowiectwo podwodne traktowane jest na równi z wędkarstwem. Nikogo nie dziwi, kiedy wędkarz ubiera piankę, bierze w rękę kuszę i wchodzi do wody, aby upolować rybę. W naszych realiach jest to po prostu niemożliwe.

Przyjrzyjmy się liczbom.

Cytując za Tygodnikiem Wielkopolskim:

W całej Polsce według nieoficjalnych szacunków mieszka 2 mln wędkarzy. Oficjalnie, Polski Związek Wędkarski zrzesza 634 tysiące członków. To ludzie, którzy przed sezonem kupują ekwipunek, a w trakcie go uzupełniają. Efekt jest taki, że choć branża wędkarska to niszowa gałąź gospodarki, może się pochwalić całkiem dużymi obrotami. Według danych PZW, cały rynek wędkarski jest w Polsce warty około 1,5 mld złotych. W tej kwocie mieszczą się m.in. wydatki na sprzęt, pozwolenia wędkarskie czy wynagrodzenia pracowników branży. W sumie to około 15 tysięcy osób, które pracują w sklepach wędkarskich, są etatowymi pracownikami PZW (750 osób) lub prowadzą komercyjne łowiska.

Dla porównania, jedyne w Polsce Stowarzyszenie, zrzeszające łowców podwodnych, ma na dzień dzisiejszy 55 członków! W odbywających się dwa razy w roku zawodach udział bierze od 40 do 50 zawodników. Nie ma dokładnych danych, ale szacuje się że w naszym kraju jest nie więcej niż 300 osób posiadających stosowne uprawnienia (kartę łowcy podwodnego), pozwalające na polowanie z kuszą. Sezon łowiecki trwa tylko 5 miesięcy, a łowca podwodny może polować tylko i wyłącznie za zgoda właściciela/zarządcy danego akwenu. Warto wspomnieć, iż akwenów gdzie przejrzystość wody pozwala na bezpieczne polowanie jest niezmiernie mało.

Znalezienie i podejście medalowej sztuki wymaga sporego doświadczenia, wiedzy na temat zachowania ryb oraz całego podwodnego środowiska, a i tak nawet wtedy potrzebne jest łowcy szczęście. Na opublikowanych zdjęciach możemy zobaczyć ogromnego suma oraz sporego szczupaka. Będąc Prezesem Stowarzyszenia Spearfishing Poland, średnio 2-3 razy w miesiącu odbierałem telefony z prośbą o kontrolowany odstrzał tych gatunków ryb, które potrafią siać ogromne spustoszenia w akwenach. Prawdziwy łowca nie zabije nigdy tylko dla trofeum. Gwarantuje, że zabierze z łowiska ryby, które potem zostaną zjedzone.

Biorąc to wszystko pod uwagę, spokojnie można stwierdzić, że ilość ryb pozyskiwana na drodze polowania z kuszą nie stanowi nawet promila tego co wyciągają z wody wędkarze. Często niewymiarowych ryb, przekraczając limity, oraz nie przestrzegając okresów ochronnych. Warto wspomnieć także o hurtowych ilościach puszek, butelek, pojemników po przynętach, tonach zanęty psującej się w wodzie. Tego do jezior nie wrzucają łowcy podwodni. Pływając z kuszą musimy patrzeć na to, czego wędkarze po wrzuceniu do wody już nie widzą, dlatego z roku na rok organizowanych jest przez łowców podwodnych coraz więcej akcji sprzątania akwenów.

Jestem w stanie dyskutować, rozumiem także merytoryczne argumenty. Nie jestem jednak w stanie tolerować tendencyjnych, nieprofesjonalnych, grających na niskich uczuciach tekstów kolegów wędkarzy. Podobnie jak nie jestem w stanie tolerować „czarnych owiec” w środowisku łowców podwodnych.

Zdjęcie z portalu: deon.pl

 

3 Responses to Nie dla łowiectwa podwodnego, czyli zabijania ryb dla czystej przyjemności!

  1. Adam B napisał(a):

    Tu nie ma merytorycznych argumentów i naprawdę trudno w podejściu kolegów wędkarzy doszukać się odrobiny logiki.Jeśli nie ma prawdziwego „wroga”, to trzeba go wymyślić.Kormoran, czy „nie daj Bóg” kolega po kiju niezbyt się do tego nadaje.W środowisku wędkarzy dalej pokutuje mit o ogromnych ilościach ryb „mordowanych” przez nurków i od zawsze wywołuje to adekwatne do tego reakcje, jak choćby zakazu odłowu węgorzy, sprzed paru lat.
    Wiele lat byłem w komitecie organizacyjnym Mistrzostw Polski w Łowiectwie Podwodnym, choć kuszę w ręku miałem ostatni raz z 30 lat temu i niestety wielokrotnie spotykałem się ze strony wędkarzy, nie z niechęcią,ale niczym nie zawoalowaną wrogością.Od początku organizowania Mistrzostw zarybialiśmy akweny, na których odbywały się zawody, koledzy wędkarze dosłownie nie przyjmowali tego faktu do wiadomości.Kilka lat temu na zawody w Starym Drawsku zaprosiliśmy Państwową Straż Rybacką,zjawiło się dwóch jej przedstawicieli,obaj umundurowani i jeden bronią krótka u pasa.Co tu można dodać!

  2. Julia napisał(a):

    Nie interesuje mnie sport w zadnej postaci by wypoczac jezdze na ryby ktore po zlowieniu i tak wypuszczam i nie lapie tam ryb dla sportu i nie chcial bym by z moich skladek byly przekazywane nawet minimalne kwoty na sponsorowanie jakichkolwiek sportowcow czy sport. Dla PZW proponuje zrobienie sondazu na stronie by mogli sie wypowiedziec czlonkowie kul we wszystkich okregach w tej sprawie .

  3. Konrad Kostrzewski napisał(a):

    „Nie dla łowiectwa podwodnego, czyli zabijania ryb dla czystej przyjemności”. Jakież to tendencyjne. Takie polskie. A może bez zbędnego komplikowania i doszukiwania się dramaturgii tam gdzie jej nie ma, przyznajmy, że łowca podwodny poluje na rybę tylko po to by ją następnie zjeść? Czy kupując rybę w sklepie nie przyczyniamy się do jej uprzedniego zabicia? Przecież ona nie rodzi się martwa, ktoś ją musi najpierw zabić, żebyś TY mógł/mogła ją kupić. Wycinając zdanie z kontekstu i pisząc wokół niego artykuł można nieźle zarobić. Tak funkcjonują portale pokroju O2 i WP. Tylko czekać aż na ApneaSporst pojawią się tak modne dziś znaki zapytania. Przeżyjemy wówczas „wysyp” nagłówków typu: „Łowiectow podwodne w Polsce zostało zakazane?” lub „Wszyscy łowcy podwodni to kłusownicy?. Czytając już kilka pierwszych zdań jestem w stanie określić czy dany tekst opiera się na faktach służących udowodnieniu jakiejś tezy, czy też nagina jakieś fakty by potwierdzić hipotezę. Jak do tej pory spotykam się ze stuprocentowym blamażem środowiska łowieckiego przy użyciu tak zwanych miękkich dowodów. Czegoś co ciężko udowodnić: krzywdzenie czyichś uczuć, drastyczność jakiejś sytuacji, sformułowania „wszyscy”, „nikt” itd. Jeszcze nie spotkałem się z odważnym, który swoim imieniem i nazwiskiem podpisałby artykuł zawierający takie informacje jak: „naukowo potwierdzono zgubny wpływ łowiectwa podwodnego na ichtiofaunę słodkich wód stojących w Polsce, + (data i miejsce badania, nazwisko badacza), lub „akwen dopuszczony do łowiectwa podwodnego przechodzi obecnie okres wyjałowienia spowodowany zbyt silną presją łowiecką, czegoś takiego nie obserwowano przed dopuszczeniem wód do użytku łowców.” Jeżeli znajdzie się odważny mający na tyle ikry by dyskutować przy użyciu jedynie merytorycznych, naukowych, a przede wszystkim potwierdzalnych argumentów, proszę go o zabranie głosu. Wszystkim innym polecam miejsca wymiany zdania, wspólne dla osób o równie niskim stanie wiedzy na ten temat. Podwórka, place zabaw, trzepaki przed blokiem i tym podobne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *