Leszek, Polak który potrafi

przez • Wrzesień 6, 2016 • Ludzie, Najnowsze wpisy, PolecaneKomentarze (1)700

Leszek Naziemiec jest fizjoterapeutą dziecięcym, psychologiem, wykładowcą akademickim. Wcześniej biegał maratony, a teraz pokonuje wpław morza. Poza tym jest pływakiem zimowy i przygodowym, Mistrzem Czech w zimowym pływaniu 2013, najlepszym polskim zawodnikiem Siliesia Winter Swimming 2015, kierownikiem wyprawy Balviten Baltic Challenge, wiceprezesem Klubu Sportowego Silesia Winter Swimming, popularyzatorem pływania zimowego w Polsce, jednym z organizatorów Pucharu Świata w Polsce (pomaga w tym również miasto Katowice). Przepłynął kanał La Manche w sztafecie. W tym roku udało mu się w sztafecie przepłynąć Bałtyk, chociaż z małą korektą zaplanowanej trasy. Po nieudanej próbie, która miała miejsce w zeszłym roku doszedł do wniosku, że aby tego dokonać, musi płynąć więcej zawodników, tak aby każdy zawodnik mógł odpocząć i zregenerować siły przez ok. 5 godzin.

Załoga Balviten Baltic Challenge 2016: od lewej: Jakub Valníček, Aneta Lokajová, Tomáš Pilát, Iveta Nováková, Leszek Naziemiec, Renata Nováková, Zdeněk Tlamicha, Łukasz Tkacz. Na dole: Adrian Uciński (sędzia), Krzysztof Banach, Michał Starosolski (ratownicy), Michał Marzec (fotograf).

Od samego początkujemy kibicujemy Leszkowi. Dlatego cieszymy się ogromnie, że znalazł czas na krotką rozmowę.

Katarzyna Nowakowska: Cześć Leszku, cieszę się, że oddzwoniłeś. Jak wrażenia po tym niewiarygodnym wyczynie?

Leszek Nazeimiec: Było ciężko, musieliśmy zmienić trasę i dotknąć duńskiego Bornholmu. Wiatr zmusił nas do zmiany planów. Sztafeta Polska-Szwecja została zamieniona na Polska-Dania-Szwecja. Potem koszmar, bo płynęliśmy na trasie przepływu dużych statków, ruch jak na autostradzie. W pewnym momencie w pobliżu było dziewięć dużych jednostek, a jedna z nich przeszła tak blisko, że naszą łajbą rzucało góra-dół. Przed Szwecją zrobiło się już spokojniej, morze było jakby bardziej czyste i można było obserwować podwodny świat.

K.N.: Piękny, prawda?

L.N.: Nie było czasu na zachwyt, ale wydaje mi się, że tam Bałtyk jest mniej zanieczyszczony.

K.N.: Może kiedyś spróbujesz pooglądać tamten świat spod wody?

L.N.: Nie wiem. A jak Tobie udała się wyprawa?

K.N.: Cudownie, jestem zachwycona Lofotami, podwodną fauną i florą, przepięknymi krajobrazami, orkami, które miałam szczęście zobaczyć. Po prostu podróż mojego życia.  A wracając do sztafety, było Was sześcioro i dwoje zawodników rezerwowych, ale większość z Czech. Dlaczego? W Polsce nie ma dobrych pływaków?

L.N.: Są, ale głównie dobieraliśmy pływaków pod kątem przygotowania termicznego. Czesi mają bardzo długą tradycję zimowego pływania, dlatego głównie oni byli naszymi zawodnikami, a z Polaków byłem ja i Łukasz. Ścigamy się zimą w rzekach i jeziorach, Bałtyk miał ok. 17 stopni, więc nie było to dla nas wyzwanie termiczne.

K.N.: A co z zasadami? Podobne jak przy pokonywaniu kanału La Manche? A przy okazji, masz zamiar tam jeszcze wrócić i go pokonać samotnie?

L.N.: Tak, ale najpierw dwie wyprawy za koło podbiegunowe, Bałtyk i dopiero La Manche. Jeżeli chodzi o zasady to staramy się, aby były zbliżone do tych panujących przy przepływaniu kanału La Manche, czyli: nie dotykać łodzi ani członków sztafety podczas zmian, zmieniać się co godzinę, utrzymywać stałą kolejność pływaków, w kąpielówkach lub stroju pływackim, nie w piankach. Przypadkowy kontakt z łodzią nie jest powodem do dyskwalifikacji. Przy zmianie w nocy wpadłem pod statek, a raczej statek pod wpływem fali i wiatru nasunął się na mnie. Spokojnie wypłynąłem i kontynuowałem przepływ. Przypadkowy kontakt miał również Łukasz i Renata, która razem ze statkiem cofnęła się o kilkanaście metrów, aby uniknąć kolizji ze zbliżającym się tankowcem.

K.N.: Podziwiam Cię za odwagę, sama jestem osobą, która boi się wody i przyznaję się bez bicia: mimo że nurkuję, jeszcze nie pływałam w otwartym akwenie.

L.N.: To może czas… Polska jest krajem, w którym tonie więcej ludzi niż gdzie indziej. Wini się za to niestrzeżone kąpieliska, zdradliwy brzeg itd. Moim zdaniem przyczyną jest brak umiejętności pływackich Polaków. Ludzie po prostu nie umieją pływać i rzadko wchodzą do otwartych akwenów. Chcieliśmy udowodnić, że pływać można nawet w ekstremalnych warunkach i może to być stosunkowo bezpieczne. Ale trzeba zainwestować w technikę pływacką, a nie zadowalać się tylko „żabką dyrektorską”**.

**Na stronie Silesia Winter Swimming znajduje się poradnik, jak rozpocząć pływanie w zimnej wodzie – przyp. K.N.

K.N.: Jest coraz więcej zawodników, którzy startują w zawodach zimą?

L.N.: Tak, jedną grupę stanowią triatloniści, drugą morsy, którzy również próbują swoich sił w pływaniu.

K.N.: Wracając do organizacji sztafety. Oprócz zawodników to cały sztab ludzi.

L.N.: Tak, oprócz treningów jest cała masa pozwoleń do zdobycia, środki, sponsorzy, zajmuje to mnóstwo czasu.

K.N.: Bez rozgłosu w mediach ani rusz?

L.N.: Tak, sama wiesz. Poza tym już sama sztafeta: jednostka pływająca czyli statek asekuracyjny Comandor, kapitan, który m.in. oceniał warunki pogodowe, bo tak naprawdę są one głównym czynnikiem wpływającym na powodzenie przedsięwzięcia. Był też sędzia Polskiego Związku Pływackiego. Obstawa ratownicza utworzona przez Biuro Kadr Medycznych, byli to ludzie, którym zaufałem i wiedziałem, że wskoczą za nami nocą w chłodny Bałtyk. Zajmowali się też przygotowywaniem niektórych posiłków, mierzyli ciśnienie, poziom cukru oraz pomiarem saturacji krwi**. Przygotowania koordynowała również nieoceniona Kinga, która nie mogła ruszyć w morze w tym roku ze względu na syna Heńka, który niedawno przyszedł na świat. A poza tym cały sztab ludzi.

**Nasycenie krwi tętniczej tlenem w celu przeciwdziałania niewydolności oddechowej – przyp. K.N.

K.N.: A co jedliście?

L.N.: Jedzenie dopasowane do potrzeb pływaków, czyli lekkostrawne, stabilizujące żołądek, dużo kalorii.

K.N.: Co z chorobą morską? Wiem, że parę dni później Sebastian Karaś nie pokonał zamierzonego dystansu właśnie z tego powodu.

L.N.: Nauczony doświadczeniem z zeszłorocznej próby, w tym roku postanowiłem lepiej się przygotować, czyli więcej pływaków w sztafecie, żeby była szansa na przepływ, gdy część z nich będzie chora. Poza tym większy i bardziej stabilny statek. Po dobie z powodu choroby odpadła jedna zawodniczka, a drugi zawodnik zasugerował, że wytrzyma jeszcze jedną zmianę, ale nie wie co dalej. Potem poprosiłem o dołączenie siódmej zawodniczki. Po Bornholmie chora pływaczka wróciła do siebie i płynęliśmy dalej jako sztafeta ośmioosobowa.

K.N.: A jak warunki pogodowe? Mieliście wyruszyć wcześniej.

L.N.: Kapitan, który płynął po nas z Gdańska zadzwonił informując nas, że duże fale utrudniają dotarcie do Dziwnowa i zasugerował, żeby przełożyć wypłynięcie o kilka dni. Nalegałem jednak, żeby zacząć najpóźniej w niedzielę, ze względu na pływaków, którzy mieli tylko tydzień na próbę przepływu. Na dodatek prognozy na wtorek i środę też nie były zbyt dobre.

K.N.: Wyruszyliście w niedzielę o 10:05. Jaka była pogoda?

L.N.: Fale i północno-zachodni wiatr, który wzbudza we mnie duży respekt. Prognoza na najbliższe dwie doby mniej więcej sprawdziła się. Stan morza 4, wiatr 5-6 w skali Beauforta, w porywach 7. Widziałem w telefonie jedną korzystną prognozę pogody, ale dwie inne sugerowały, że nic się nie zmieni. Moja decyzja była ryzykowna. Plan: przetrwamy to jakoś, a potem może warunki poprawią się.

K.N.: Gdy spotkaliśmy się na basenie wspominałeś, że był silny wiatr, który spychał Was w kierunku południowo-wschodnim.

L.N.: Tak, było ciężko, czasami wydawało się nam, że nie płyniemy a stoimy w miejscu, wiatr nawet przestawiał nam statek, a my płynęliśmy w innym kierunku.

K.N.: To były najgorsze chwile?

L.N.: Koszmar, który nie pozwolił mi potem zasnąć, był w nocy. Każdorazowo, gdy zamknąłem oczy wydawało mi się, że ktoś uderza głową w burtę, albo odpływa za daleko od statku. W nocy Łukasz wskoczył w kipiel. Płynął z bojką i miał lampkę zamocowaną na okularkach. Wyszedłem na pokład w chwili, gdy zaczął znikać gdzieś w falach przed statkiem. Ratownicy pobiegli na dziób, ale nie mogli wypatrzeć Łukasza. Po chwili, która trwała wieki, udało się. Światełko gdzieś za statkiem w falach. To był Łukasz, na szczęście. Straszne przeżycie.

K.N.: Skoro było tak źle, to dlaczego kontynuowaliście?

L.N.: Bo to była nasza ostatnia szansa, trzeci raz już nikt nie zaufałby nam. Na szczęście kapitan zgodził się dalej płynąć.

K.N.: Wtedy zapadła decyzja, że zahaczacie o Bornholm?

L.N.: Tak, przed Bornholmem pogoda poprawiła się, zrobiło się znośnie, pogoda była całkiem „pływacka”. Po 52 godzinach Bornholm.

K.N.: Decyzja o dalszym płynięciu była chyba oczywista.

L.N.: Tak, jeżeli chcieliśmy być pierwsi, to nie mogliśmy na tym poprzestać. Na Bornholm już w latach dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia dopłynęła sztafeta żeńska pod kierunkiem Teresy Zarzecznej. Było ich sześć. Kobiety nie ustępują mężczyznom w pływaniu na długie dystanse, a nawet są bardziej wytrzymałe, lepiej sobie radzą z zimnem i dystansem. W naszej ekipie również kobieta jest najszybszą osobą.

K.N.: Ile kilometrów zostało Wam z Bornholmu do Kasebergi?

L.N.: W linii prostej 40. Wystartowaliśmy o 18:36, warunki były względnie dobre. Ale potem był ten horror ze statkami, czyli autostrada na morzu. Nie przypuszczałem, że może być taki ruch.

K.N.: Ja też pierwsze słyszę o czymś takim, ale też nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak to wygląda. A jak wyglądały Wasze ostatnie kilometry? Zmęczenie dawało się już Wam we znaki.

L.N.: Dla mnie to był alert, że w takiej chwili, kiedy cel jest na wyciągnięcie ręki, można bardzo łatwo zdekoncentrować się, może zdarzyć się wypadek, kontuzja i cały wysiłek pójdzie na marne.

K.N.: Ciężko było na tych ostatnich kilometrach?

L.N.: Wiesz co, tak. Płynęliśmy pełną parą, ale przepływaliśmy marny dystans. Potem dowiedzieliśmy się, że występują tam prądy powierzchniowe, które ciągną w kierunku Bornholmu. Ale udało się. Gdy zostało nam 200 m wszyscy zawodnicy wskoczyli do wody, żeby towarzyszyć Renacie w tych ostatnich chwilach.

K.N.: Ile Wam to zajęło?

L.N.: 68 godzin.

K.N.: Jak Was przyjęto na tamtym brzegu, w Szwecji?

L.N.: Na plaży było mało ludzi, zadawali pytania, robili zdjęcia.

K.N.: Czekacie aż ktoś Was pokona, czy jeszcze raz spróbujecie? Tym razem Polska-Szwecja, bez przystanku w Danii.

L.N.: Spróbuję jeszcze raz.

K.N.: Nadal trwa zbiórka dla Honoratki?

L.N.: Tak, bardzo prosimy o pomoc. Z góry dziękujemy. Wszelkie wpłaty prosimy kierować na konto: FUNDACJA DZIECIOM „ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ”, ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa Bank BPH S.A. 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615. Tytułem: 9100 Trocha Honorata Kornelia – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

K.N.: Skąd ta Twoja pasja pływanie? Pływasz od zawsze?

L.N.: Wcześniej biegałem, a pływać kraulem zacząłem się uczyć jakieś siedem, chyba już siedem lat temu.

K.N.: Hmmm, to tak jak ja, ale Ty robisz takie rzeczy, które mnie rzucają na kolana. A co z następnymi wyczynami. Na pewno już są jakieś plany.

L.N.: Murmańsk, już możesz o tym pisać, za chwilę wrzucę to na profil.

K.N.: Murmańsk? Powiedz coś więcej.

L.N.: Dostałem zaproszenie, więc jadę. Nie mogę odmówić. W obwodzie murmańskim. 10.09.2016 roku odbędą się arktyczne zawody pływackie na Morzu Barentsa. Zostało zaproszonych 40-ści osób z całego świata. A ja, jako jedyny Polak, szczęśliwie znalazłem się na liście. Będą to najdłuższe zawody w pływaniu lodowym rozegrane w Arktyce (dystans 1200 m). Odbędą się one z okazji 100-lecia największego miasta arktycznego świata, jakim jest Murmańsk. Towarzyszyć mi będzie mój trener Kajetan Załuski oraz fizjolog dr Michał Starosolski. Myślę, że jest to duży zaszczyt, że mogę wystartować. Mam zamiar zbierać doświadczenia przed kolejnymi wyzwaniami arktycznymi i zwiedzić miejsca, gdzie stacjonują największe lodołamacze atomowe świata. Na bieżąco będziemy się dzielić wrażeniami z wyprawy do Rosji i przygotujemy fotorelację. Będzie to dobry wstęp do naszej głównej wyprawy w Arktykę, która odbędzie się w czerwcu 2017. Ciekawostka: dostaliśmy wizy wjazdowe do Rosji na 3 doby. Musimy się więc spieszyć.

K.N.: A potem?

L.N.: Jest już plan, ale o tym cicho sza. Opowiem Ci, ale na ten moment jeszcze nie mam najważniejszego pozwolenia. Mojej żony.

K.N.: OK, w takim razie słucham i na pewno możesz liczyć na dyskrecję z mojej strony. Dopóki nie opublikujesz informacji na swoim profilu nie puszczę pary z gęby.

L.N.: W połowie czerwca 2017 roku wyruszamy w Arktykę na Svalbard, gdzie będzie czekał na nas jacht Eltanin. Jachtem poszukamy najlepszego miejsca (czyli z najzimniejszą wodą) i spróbujemy dokonać najdłuższego możliwego przepływu solowego w jak najtrudniejszych warunkach. Mamy precyzyjną aparaturę pomiarową, którą będziemy monitorować warunki hydrometeorologiczne i oczywiście zmiany fizjologiczne zawodników znajdujących się w wodzie. Normalnie na treningach pływamy dystanse 800m – 1600m w zimnej wodzie (0-5 stopni C), zobaczymy jak nam pójdzie w oceanie arktycznym. Stworzymy tabelę przepływów arktycznych, do której każdy będzie mógł dopisać swój rezultat. Mamy też szansę na odnotowanie pierwszego w historii sportowego przepływu kobiecego w Arktyce. Oprócz celów sportowych, są też cele badawcze: cały czas zbieramy dane na temat hipotermii i adaptacji organizmu do zimna. Wygląda na to, że większość obecnych opracowań jest przestarzała i po prostu brakuje nowych badań. Istnieje też cel, nazwijmy to sentymentalny: ponieważ Arktyka się topi i z każdym rokiem drastycznie ubywa lodowców, a wiele zwierząt (w tym niedźwiedzie polarne) jest uzależnionych od pływającej kry i obecności lodu, chcemy po prostu zobaczyć coś, co niedługo przestanie istnieć (ale za to będziemy mieć morze już w Zielonej Górze!). Kilka ciekawostek. Na Svalbardzie, na lądzie jest więcej niedźwiedzi niż ludzi. Dlatego też musimy wykluczyć noclegi „na dziko” w namiocie. Będziemy spać na jachcie, albo w Longyearbyen. Woda może mieć też ujemną temperaturę, ponieważ jest słona. Pływanie w samych kąpielówkach w wodzie o temperaturze minusowej – to brzmi ekstrawagancko. Pływacy wyprawy: Łukasz Tkacz, Marek Grzywa, Leszek Naziemiec. Będzie zimno, będzie przygoda, będą próby bicia rekordów, będą ludzie na których może polegać.

K.N.: Trzymam kciuki i dziękuję, za rozmowę.

Fot. Michał Marzec

One Response to Leszek, Polak który potrafi

  1. Kacha napisał(a):

    Sprostowanie: Pani Kinga Korin, która współpracuje z Leszkiem Naziemcem, ponformowała mnie, że Pan Michał Starosolski nie będzie jednak brał udziału w wyprawie. Przepraszam również za „literówki”, które wkradły się do tekstu. Dziękujemy za uwagi Pani Kingo 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *