Spearfishing na północ od Rio

przez • Marzec 23, 2016 • Najnowsze wpisy, Polecane, SpearfishingKomentarze (0)2349

Na północ od Rio rozciągają się niezwykle trudne i nieprzyjazne dla łowiectwa podwodnego wody. Silne prądy, zimne, ciemne, wzburzone morze oraz gwałtowne wiatry powodują, że ilekroć podejmowałem decyzję, aby wyruszyć w tym kierunku, marnowałem tylko czas. Przez ponad 15 lat nie udało mi spotkać w tym miejscu dogodnych warunków do polowania. W okolicy jest port wraz z przystanią, barem oraz spokojnym wejściem do wody. Wszystko to powoduje, że ciągle wracam w to miejsce licząc na to, że w końcu los się do mnie uśmiechnie.

Sprawy nie ułatwia obecność rekinów.

Zawsze można zapytać rybaków jaki jest aktualny stan morza. Nigdy jednak tego nie robię, bowiem z góry wiem jakiej odpowiedzi mogę się spodziewać. Warunki tutaj są niemal zawsze złe. Jedyna różnica polega na tym, czy niemal zupełnie nieprzejrzysta jest górna czy dolna warstwa wody. W każdym z przypadków polowanie jest niezwykle trudne, a czasami wręcz niemożliwe. Sprawy nie ułatwia obecność rekinów. To jedyne miejsce w Brazylii, gdzie zmusiły mnie one kilkukrotnie do szybkiej ucieczki na łódkę. Bardzo często widziałem płetwy majestatycznie wystające z brązowej wody. Taki widok skutecznie zniechęci do polowania każdego rozsądnego człowieka.

Przez 10 lat zbierałem dane dotyczące tego akwenu. Za każdym razem kiedy wybierałem się w to miejsce, notowałem wszystko co było związane z wiatrem, prądami wody i falowaniem morza. Notowałem parametry dotyczące kierunku, siły, intensywności oraz czasu występowania wszystkich ważnych dla przejrzystości wody czynników. Zwracałem uwagę na fazy księżyca, pływy, a przede wszystkim, na przejrzystość i temperaturę morza. Skrzętnie notowałem informacje dotyczące ryb, które spotkałem pod wodą. Uzbierało się tego trochę przez ostatnie kilka lat. Wspomagając się dzisiejszą technologią przewidywania warunków na morzu, udało mi się ustalić kiedy będzie najlepsza chwila, aby udać się na polowanie. Wszystko wskazywało na to, że taka okazja pojawi się już niedługo.

To co zobaczyliśmy, podcięło nam skrzydła.

Diego Santiago

W końcu nadszedł taki moment. Niemal przez całą noc, poprzedzającą naszą wyprawę, nie byłem w stanie zmrużyć oka. Około 4 nad ranem usłyszałem pukanie do drzwi. To był mój partner. Pospiesznie zapakowaliśmy sprzęt i wyruszyliśmy. Kiedy dotarliśmy na miejsce, gęsta, poranna mgła ciągle jeszcze spowijała morze. Musieliśmy płynąć wolno i już na samym początku mieliśmy ponad godzinę opóźnienia. GPS wskazywał jeszcze 2 mile do pierwszej podwodnej górki. Pojawiły się pierwsze promienie słońca. Niemal rzuciliśmy się do burty aby ocenić stan morza. To co zobaczyliśmy podcięło nam skrzydła. Zrozumiałem, że musiałem pomylić się w obliczeniach i analizach. Wbrew prognozom, woda ciągle była brązowa.

Po chwili pogodziliśmy się z myślą, że dzisiaj nic z tego nie będzie. To nie był pierwszy raz, kiedy pokonało nas morze. Wiedzieliśmy doskonale, że nie mamy na to żadnego wpływu. Gdzieś tam z tyłu głowy ciągle mieliśmy nadzieję, że przejrzystość wzrośnie wraz z głębokością. Często bowiem bywało tak, że tylko górna warstwa morza była brązowa. Wskoczyłem do wody. Uspokoiłem się i ruszyłem w kierunki dna. 2, 5, 10 metrów, sytuacja jednak nie zmieniała się. Nie mogłem w to uwierzyć. Wysunąłem kuszę do przodu i poczułem jak grot uderza w skałę. Pozostawało jedynie wrócić do łodzi. Zamilkły rozmowy. Przestaliśmy żartować, byliśmy bardzo zawiedzeni stanem morza. Płynęliśmy niezwykle wolno w całkowitej ciszy, ciągle otuleni unoszącymi się z morza oparami.

Pół godziny później warunki zaczęły się polepszać i mgła nieco opadła. Mogliśmy zobaczyć całe morze. Za nami rysował się kilwater naszej łodzi. Nieco dalej zobaczyłem piękny, turkusowy kolor morza. W jednej chwili w nasze serca wstąpiła nadzieja. Zawróciłem łódź i mimowolnie dałem całą naprzód. Mknęliśmy po tafli wody z prędkością niemal 30 węzłów, w kierunku jednego z moich ulubionych miejsc nurkowych. Było tam podwodne wzniesienie o stoku opadającym stromo do kamienistego dna na głębokości 35-50 metrów.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, niemal w jednej chwili wrzuciłem obciążoną boję do wody, nie czekając aż łódź wytraci całkowicie swoją prędkość. Przechylony przez burtę podążałem wzrokiem za opadającym balastem, nie wierząc własnym oczom. Przejrzystość wody w tym miejscu była niemal idealna. Nigdy wcześniej nie widziałem tutaj takiej wody. Nie potrzebowałem więcej niż minuty czasu by wskoczyć do morza. Przygotowałem sprzęt i już byłem gotowy do pierwszego zejścia w dół.

Kolejne ryby zaczęły pojawiać się w zasięgu wzroku.

Diego Santiago_002Rozpocząłem powolne spływanie. Ciągle nie widziałem jednak żadnych ryb. Kiedy byłem już przy dnie, z daleka dostrzegłem kilka niedużych badejo (gatunek strzępiela). Ukryłem się za jednym z kamieni, mając nadzieję, że podpłyną większe sztuki. Kolejne ryby zaczęły pojawiać się w zasięgu wzroku. Najpierw dwie, trzy, cztery, aż w końcu otoczyło mnie spore stado. Czekałem cierpliwie, aby wybrać największą. Niezwykle powoli wystawiłem kuszę z mojej kryjówki, trzymając delikatnie palec na spuście. Już miałem wycelować i strzelić, kiedy coś mnie tknęło. Zrezygnowałem i postanowiłem się jeszcze raz rozejrzeć.

W zagłębieniu dna dostrzegłem inny gatunek tej majestatycznej ryby. Duże, ciemne serranideo płynęło w moim kierunku. Wiedziałem, że zmiana pozycji nie będzie prosta i nie uda mi się strzelić celnie. Ponownie spojrzałem w kierunku wcześniej dostrzeżonych ryb, które w tym czasie podpłynęły na odległość 2 metrów od końca grotu. W tej sytuacji wybór był prosty. Miałem pewny strzał i postanowiłem nie ryzykować. Nagle całe stado skręciło i w jednej chwili odpłynęło do swojej kryjówki pod kamieniami. Podążyłem wzrokiem w tym kierunku i o mało nie krzyknąłem z wrażenia.

Mój Boże, serce podeszło mi niemal do gardła. Za kłębiącymi się rybami pojawił się ogromny strzępiel. Była to największa ryba, jaką kiedykolwiek widziałem. Nigdy nie zapomnę jego szerokiej głowy i małych oczu, patrzących prosto w moim kierunku. Powoli obrócił się bokiem, ukazując całe swoje ciało z ogromną, rozłożoną płetwą grzbietową. Po chwili zadziałał instynkty. Wiedziałem, że mam tylko ułamek sekundy, bowiem za chwilę ryba wpłynie z powrotem do swojej kryjówki. Uniosłem swoja kuszę i strzeliłem mierząc w głowę.

Poczułem szarpnięcie kuszy i zobaczyłem jak ryba odpływa. Wydawała się być zupełnie obojętna na tkwiąca w jej głowie strzałę o średnicy 7,5 mm. Odrzuciłem kuszę, która była przywiązana do pływającej po powierzchni boi i szybko zacząłem się wynurzać. Zaczęło brakować mi już powietrza i wiedziałem, że pozostało mi niewiele czasu, aby wrócić bezpiecznie na powierzchnię. Na głębokości około 10 metrów zobaczyłem swoją boję, którą strzępiel z łatwością wciągnął pod wodę. Nie wierzyłem własnym oczom. Po wynurzeniu spojrzałem na mojego partnera, który czekał na mnie na łodzi. Jeden rzut oka i wiedziałem, że doskonale rozumie co się wydarzyło.

Straciłem rybę i sprzęt.

Diego Santiago_005Zanim podpłynąłem do łodzi, czekał już na mnie z nową kuszą przymocowaną do kolejnej boi. Leżałem na powierzchni ładując broń, kiedy na powierzchnię wyskoczyła moja boja niemal wylatując w powietrze. Zamarłem. Pomyślałem, że coś poszło nie tak. Używana przeze mnie Riffe Float Line Fortissimo wytrzymuje ogromne obciążenia. Istniało jednak prawdopodobieństwo, że została przecięta na ostrych krawędziach koralowców. W głowie kołatała jedna myśl: straciłem rybę i sprzęt.

Ciągle jednak pozostawała nadzieja. Musiałem szybko zregenerować siły po ostatnim nurkowaniu, uspokoić akcję serca, wyczyścić głowę, odpocząć na tyle, by spłynąć do dna i sprawdzić co stało się tam na dole. Wiedziałem, że muszę dobrze przygotować się do tego nurkowania, jeśli chcę znaleźć rybę i sprzęt. Jakieś pięć minut później uspokoiłem się wystarczająco i poczułem, że jestem gotowy do kolejnej próby. Nabrałem powietrze w płuca i rozpocząłem podróż w kierunku dna. Czułem, że wszystko jest tak jak powinno, zamknąłem oczy i starałem się ułożyć w jak najlepszej pozycji, by maksymalnie zmniejszyć opór wody. Pracowały tylko moje nogi. Starałem się maksymalnie rozluźnić. Czułem zwiększające się ciśnienie, dzięki temu mogłem ocenić jak głęboko jestem. Znowu byłem na dole. Uniosłem powieki i poczułem jak rzęsy dotykają wewnętrznej powierzchni maski. Wyrównałem i zacząłem się niespiesznie rozglądać.

Z groty, gdzie zniknął strzępie, wystawała strzała. Tkwiła grotem w dół i miarowo się poruszała. Robiłem wszystko by kontrolować emocje i nie stracić koncentracji. Trwało chwilę, zanim wzrok przyzwyczaił się do panujących w grocie ciemności. Znowu go zobaczyłem. Serce zabiło szybciej i nie zastanawiając się ani chwili dłużej strzeliłem ponownie. Nie chciałem żeby ryba dłużej cierpiała. Okazało się, że strzał był celny i już bez walki udało mi się wyciągnąć martwego strzępiela z groty. Na powierzchni, wspólnie z moim partnerem, rozpoczęliśmy świętowanie. Chwyciłem aparat i zrobiłem kilka zdjęć. Wpadłem w euforię. Nie mogliśmy się nadziwić jaką wielką rybę udało mi się upolować. Podziękowałem morzu za dar który otrzymałem. Moja cierpliwość i nieugiętość została po stokroć wynagrodzona.

Sporo mnie to jednak kosztowało.

Z ogromnym trudem wciągnęliśmy zdobycz do łodzi i skierowaliśmy się w kierunku portu. To moje największe trofeum wśród ryb tego gatunku. Już na brzegu okazało się, że strzępiel ważył 83 kg! Sporo mnie to jednak kosztowało.

Jeszcze tego samego dnia po pracy wróciłem do wody. Już podczas przygotowań do pierwszego nurkowania czułem, że coś jest nie tak. Nie byłem w stanie nabrać maksymalnej ilości powietrza. Jak tylko próbowałem ponownie, zaczynałem kaszleć i pluć krwią. Poddałem się i wróciłem do domu. Zrozumiałem, że to dość poważna sprawa. Okazało się, że doszło do ciśnieniowego urazu płuc. Nie było to związane z głębokością, bo zwykle nurkuję głębiej. Myślę, że w tym przypadku uraz był następstwem braku odpowiedniego przygotowania przed nurkowaniem.

Przy głębokim nurkowaniu na wstrzymanym oddechu, niezwykle ważna jest odpowiednia rozgrzewka oraz ćwiczenia rozciągające przepnę. W tym przypadku tego zabrakło. Tego dnia wykonałem dwa nurkowania w krótkim czasie. Pierwsze było na głębokość 35 m, za drugim razem, aby odszukać rybę, musiałem spłynąć aż na 46m. Już w drodze powrotnej z polowania czułem się osłabiony, zmęczony i dodatkowo odczuwałem ból w klatce piersiowej podczas oddychania. Lekarz zlecił tomografię oraz zalecił odpoczynek. Pozostaje czekać na wyniki i podziękować za czas, który poświęciliście na przeczytanie mojej historii. Do następnej podwodnej przygody (mam nadzieję, że tym razem bez komplikacji zdrowotnych).

Tłumaczenie: Daniel Sielowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *